Budapeszt
Była i wycieczka do Budapesztu.

Z samego rana, tuż po śniadanku, spakowaliśmy plecak i udaliśmy się na pobliską stację kolejową.
Tam Krzyś, dzięki swej dobrej znajomości j. angielskiego bez żadnych problemów zakupił 2 bilety
i udaliśmy się na upragnioną wycieczkę do stolicy Węgier.

Węgierskim odpowiednikiem rodzimego PKP jest MÁV. Jeśli chodzi o kwestie pociągów - to raczej trudno porównywać.
Jedno jest pewne należy nastawić się na nieco lepszy standard.
Jeśli natomiast pisać o cenach, to sytuacja wygląda nieco podobnie, zatem śmiało możemy zaproponować ten typ komunikacji.
Budapeszt stanowi centralny punkt sieci kolejowej na Węgrzech.
To właśnie stąd odchodzi większość najważniejszych linii kolejowych i tu przebiegają najważniejsze połączenia zarówno krajowe jak i zagraniczne.
W mieście znajdują się trzy ważne międzynarodowe dworce kolejowe: Wschodni, Zachodni i Południowy.
Pierwsze dwa leżą w Peszcie, a ostatni, najmłodszy jest jedynym dworcem kolejowym w Budzie
i obsługuje właśnie głównie połączenia kolejowe z Balatonem oraz miastami położonymi na południu Węgier.
Wszystkie dworce kolejowe na Węgrzech posiadają połączenie z metrem, dzięki czemu w szybki i stosunkowo
niedrogi sposób można przemieszczać się po mieście.
Niedaleko nich znajdują się też autobusy, które rozwożą podróżnych po całej stolicy.
Faktem jest, że poświęcenie jednego dnia na zwiedzanie Budapesztu, to raczej niewiele
ale skoro nie mogliśmy zatrzymać się na dłużej to staraliśmy się maksymalnie wykorzystać czas, który mieliśmy do dyspozycji.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Wzgórza Zamkowego, które jest bez wątpienia najbardziej reprezentacyjnym miejscem w Budapeszcie.
Wcześniej jednak udaliśmy się do informacji turystycznej, gdzie bez żadnych opłat otrzymaliśmy mapę z dokładnym
planem miasta i najważniejszymi atrakcjami.
Całe Wzgórze zamkowe zajmowane przez zabudowania Budy już w okresie średniowiecza otaczały ogromne mury obronne,
ustawione na skraju stromych zboczy wzniesienia i broniące miasta przed dostępem obcych najeźdźców.
Wejść do miasta można było wyłącznie przez jedną z trzech strzeżonych dniem i nocą bram.
Na Zamek natomiast prowadziły oddzielne wejścia. Na środku bastei stoi konny pomnik Artúra Görgeya,
jednego z dowodzących wojskami węgierskimi w czasie Wiosny Ludów.
Informacje te zdobyliśmy z przewodnika, którego zakup rzecz jasna polecamy każdemu turyście.
Będąc na wzgórzu należało oczywiście zahaczyć o plac św. Trójcy ze wspaniałym kościołem Macieja.
Niestety nie mamy zbyt wielu zdjęć z tego miejsca ze względu na trwającą renowację budynku.
Wstęp do kościoła jest płatny. Zwiedzający oczywiście proszeni są o zachowanie powagi i odpowiedniego stroju.
Ci ciekawe, Panie mogą tu liczyć na otrzymanie chusty, którą służyć będzie do ewentualnego zakrycia ramion czy ud.
Kolejno nie wolno było przeoczyć Baszt Rybackich, których bajkowe wieżyczki uważa się za najbardziej romantyczny zakątek na
całym Starym Mieście. Z jego tarasów widokowych roztacza się fantastyczny widok na przeciwległy brzeg Dunaju,
przy którym znajduje się zapierający dech w piersi wyjątkowy widok Parlamentu.
Dalej urządziliśmy sobie krótki spacer uliczkami Starówki, z których Fortuna utca doprowadziła Nas do
Placu Bramy Wiedeńskiej. Ku miłemu zaskoczeniu po drodze spotykaliśmy wielu Polaków, co
sprawiło, że czuliśmy się prawie jak w domu.
Ponieważ ze zdobytych informacji dowiedzieliśmy się, ze system transportu publicznego w Budapeszcie zorganizowany jest dosyć dobrze,
udaliśmy się na pobliski przystanek, by tym razem dostać się do Zamku Królewskiego.
Atrakcja ta zaliczana jest do jednej z najbardziej reprezentacyjnych budowli Węgier.
Ta rozległa, i majestatyczna bryła Pałacu zajmuje cały południowy kraniec Wzgórza Zamkowego,
znajdującego się centralnie w sercu miasta. Jego wnętrza co prawda współcześnie mieszczą instytucje publiczne i
muzealne, lecz zewnętrzne oblicze nie pozostawia miejsca na żadne wątpliwości,
że była to jedna z najpiękniejszych i najwspanialszych rezydencji królewskich w Europie.
W otoczeniu Pałacu znajdują się liczne pomniki.
Pierwszy naszym oczom ukazał się postawiony przy wejściu do Galerii Narodowej konny,
neobarokowy posąg Eugeniusza Sabaudzkiego, wcześniej jednak porobiliśmy kilka zdjęć przy mieszczącej się
na dziedzińcu przed Galerią Narodową wesołą fontanną, która ukazuje dwójkę dzieci mocujących się z ogromną rybą.
Jednak do najważniejszych z pomników zaliczana jest Fontanna Macieja zdobiąca zachodnie skrzydło
obecnej Galerii Narodowej. Płaskorzeźba ukazuje króla Macieja Korwina na polowaniu, w otoczeniu ogarów,
martwego jelenia i sokolnika. Po prawej stronie zauważyć można postać Pięknej Ilonki z łanią, wpatrującą się w postać monarchy.
Według legendy dziewczyna spotkała kiedyś Macieja polującego w lesie i bez pamięci zakochała się w przystojnym
młodzieńcu; jednak po odkryciu jego prawdziwej tożsamości zrozumiała, że małżeństwo z nim nie jest
możliwe w wyniku czego pękło jej serce.
Dalej, dekorująca zachodni plac, tuż przed bramą prowadzącą na Dziedziniec Lwów widzimy pomnik Csikósa,
czyli węgierskiego pasterza koni, siłującego się z dzikim rumakiem.
Nieco dalej, na Placu Disz można zaopatrzyć się w wiele pięknych pamiątek. My do swojej kolekcji dołączyliśmy
kolejny magnez na lodówkę i pięknie zdobioną srebrną łyżeczkę z emblematem stolicy Węgier.
Obok znajduje się też niewielkie targowisko, na którym dodatkowo zakupić można piękne wyroby rękodzielnicze.
Jako, że zbliżał się wieczór, należało pomyśleć o powrocie. Pełni pięknych wrażeń zakupiliśmy bilety i udaliśmy się na pociąg.
Do Siófok wróciliśmy koło północy, obiecując sobie, że jeszcze kiedyś będziemy musieli wrócić do
jeszcze nie w pełni przez Nas odkrytej bajkowej stolicy Węgier.
Dodano: 2011-02-13