|
|
|
|
|
|
|
|
|
Ostatnio dodane:
Budapeszt 2010
Balaton 2010
Ślub
|
|
|
|
|
|
Czarna Góra, styczeń 2009, Narty
Gdyby doba miała 48h i nie musiała kończyć się tak wcześnie wszystko wyglądałoby inaczej...
Dobrze, że są weekendy. Nie koniecznie po to by nie robić nic, ale chociażby ze względu na to
by móc usunąć się od codziennych spraw, by móc bez wyrzutów sumienia wyłączyć komórkę,
spakować rzeczy i wyjechać GDZIEŚ nie myśląc o niczym.
Ot, tak po prostu ciesząc się chwilą i sobą nawzajem.
Nawet artykuły na stronie nie są wstawiane chronologiczne, ponieważ wiecznie brakuje czasu na
ich bieżąca aktualizację, nie wspominając o zdjęciach, których ogromna ilość zapełnia
pamięć komputera, a których nie ma czasu nawet przejrzeć.
Dość jednak narzekania. Wracamy do opisu kolejnej podróży.
Zastanawiacie się, dlaczego kolejny tekst powstaje właśnie teraz, między jednym, a drugim zajęciem?
Ponieważ takie było założenie. Nie będzie tegorocznego zimowego wyjazdu w góry, póki nie
opiszemy zaległego. Tak, więc czas zabrać się za pisanie.
Czarna Góra-nazwa znana chyba wszystkim miłośnikom sportów zimowych.
Mała miejscowość położona w masywie Śnieżki, około 6 kilometrów od Stronia Śląskiego.
Tam właśnie jedziemy...
Jest 04:30 h w nocy. Okropna godzina. W takich momentach człowiek żałuje, że w ogóle
położył się spać. Plecaki spakowane już są, robimy kanapki. Wszystko jednak odbywa się
jakby w zwolnionym tempie. Woda zagotowana, a gdzie termos? Nie wiem,
dopakowuje szczoteczki, ale nie widzę piżamek. Ogólny chaos. Czas chyba na kawę.
Poranna dawka kofeiny pomoże zapanować nad tym wszystkim.
Z tego dziwnego transu wybija Nas dźwięk komórki. To oni. Już jadą.
Dopakowujemy ostatnie drobiazgi, łyk kawy i w drogę.
Trasa minęła bardzo przyjemnie i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu bardzo szybko.
Pamiętajcie jednak, że w tej części Polski niezbędnym elementem wyposażenia auta będą łańcuchy,
które umożliwią wam bezproblemowe poruszanie po mocno ośnieżonych szlakach.
Pensjonat, w którym mieliśmy spędzić najbliższe dni, był bardzo ciepły i przytulny.
Postanowiliśmy, więc przekąsić coś pożywniejszego i wypaść w góry.
Na miejscu do dyspozycji gości czekały wypożyczalnie sprzętu, punkty gastronomiczne,
no i oczywiście tereny zjazdowe. Jak się później okazało jest to idealne
miejsce do nauki jazdy na nartach czy snowboardzie, gdyż dla początkujących
wyznaczono specjalna strefę krótkich wyciągów z terenami o mniejszym stopniu trudności,
na którą co ważniejsze można było zakupić specjalny tańszy karnet.
Chyba czas na pierwsze lekcje. Przyznam, że po wcześniejszych nie najlepszych
doświadczeniach w zakresie sportów zimowych, byłam dość toporna jeśli chodzi o
temat podjęcia dalszej nauki. Michul jednak jest dobrym negocjatorem i łatwo nie
odpuszcza, tym bardziej jeśli w grę wchodzi zasada WSZYSTKO RAZEM.
W końcu po to tu przyjechaliśmy, to fakt.
Idziemy, więc do wypożyczalni po sprzęt.
Tam od wieloletniego znajomego rodziny
otrzymujemy naprawdę solidnie dobrany ekwipunek i jest nam tym bardziej miło, bo
wszystko dostajemy bez kosztowo, a Nasi znajomi, po uwzględnieniu 50% rabatu.
Umówiliśmy się z instruktorem przy "oślej łączce". Może nie brzmi to zbyt
wzniośle, ale od czegoś trzeba zacząć. Ku Naszemu zaskoczeniu, czekających na
naukę było wielu, a i średnia wieku była niezwykle zróżnicowana, więc tym bardziej
bez żadnych oporów rozpoczęliśmy edukację.
Kto by pomyślał, że podchodzenie na stoku może stanowić takie wyzwanie?
Nogi same się rozjeżdżają, a narty odmawiają posłuszeństwa. Hihi..
śmiechu było co nie miara. Na wstępie poznaliśmy, więc nie tylko metody
swobodnego poruszania się na stoku, ale i sposoby upadania.
Chwilę później po drobnych ćwiczeniach, rozpoczęliśmy naukę jazdy pługiem,
a kolejno techniki jazdy na nartach, które pozwolą jeździć z kolanami bądź
nartami razem. Wszystko jednak wyjdzie w trakcie samodzielnych już zjazdów.
"Trening czyni mistrza", więc do dzieła, ruszamy na stok.
Zaczęliśmy od serii zjazdów na nieco mniejszej górze. Niemniej jednak szybko
przeszliśmy do kolejnej, bardziej zaawansowanej trasy i tam dopiero zaczęła
się zabawa.
Pierwsze udane zjazdy spowodowały poczucie dumy i zadowolenie z
włożonych wcześniej wysiłków. Kolejno z coraz większą łatwością udało
Nam się opanować skręty przy coraz większej prędkości. Oczywiście nie
obyło się bez kilku drobnych upadków, ale to raczej nieodłączny element
nauki, a ich wspominanki umiliły nam wieczór przy imbirowym grzańcu;)
Następnego dnia repertuar dużo się nie różnił. Wcześnie rano pobudka,
pożywne śniadanko i jazda na stok. Tam spędzaliśmy raczej całe dnie,
robiąc w między czasie przerwy na gorącą czekoladę, kofeinę w postaci
kawy, czy kanapki. Nie obyło się też bez Naszego termosiku z ciepłą
herbatką z dużą ilością cukru i cytryny.
Jeśli natomiast chodzi o samą jazdę, to z dnia na dzień coraz bardziej
widoczne były Nasze postępy z zakresu narciarstwa i tak na przykład bez
większych obaw mogliśmy sobie pozwolić na szybkie przeskoki między
poruszającymi się wyciągami, z jednej trasy na drugą ( nie trudno się domyślić czyj to był pomysł :p )
Wieczorem natomiast był czas na inną formę relaksu.
Był alkohol, śmieszne dysputy, gra w bilard i walki
przy stole z piłkarzykami. Reasumując, żyć nie umierać.
Dobra zabawa dobiega końca, my jednak nie tracimy humorów. Czekają kolejne wojaże;)
Nawigacja zaprogramowana. Wracamy do Poznania.
Przepraszam...Jeszcze był Wrocław:p
Tam, Stary Rynek...Przepiękna choinka...
A gdzie jest Krzyś??? Zaginął, tak nagle, bez słowa? To niemożliwe
Oooo jest, tam w oddali, wybiega zza kwiaciarni z przepiękną różą delikatnie ukrytą pod kurtą.
Mój słodki wariat, kochany Krzyś, jak zawsze nonszalancki, tajemniczy, romantyczny...
Dziękuję i ...
...zaczynam wierzyć w przeznaczenie :*
Dodano: 2010-03-22
|
|
|
|
| Komentarze (3)
|
|
|
|
|
|

Ślub
Zaczęło się w marcu. Nie...
Wszystko miało miejsce w uroczym Zakhyntos w 2009 roku - tam nastąpiły Nasze zaręczyny.
Kolejno przyszła jesień, pojawił się śnieg i znowu przywitała Nas wiosna...
Dodano: 2011-02-18
Balaton 2010
Wycieczka na Węgry nad jezioro Balaton była celem naszej podróży. Decyzja podjęta została dosyć wcześnie. Głównie ze względu, że dotyczyła całej rodziny. Na wyjazd szykowała się mama i tata, Karolcia z Dawidem, znajomi rodziców no i rzecz jasna my.
Dodano: 2011-02-18
Budapeszt 2010
Z samego rana, tuż po śniadanku, spakowaliśmy plecak i udaliśmy się na
pobliską stację kolejową.
Tam Krzyś, dzięki swej dobrej znajomości j. angielskiego bez żadnych
problemów zakupił 2 bilety i udaliśmy się
na upragnioną wycieczkę do stolicy Węgier.
Dodano: 2011-02-13
Closterkeller 2010
Długi Weekend 2009
Safari Zoo 2009
Piwobranie 2009
Czarna Góra 2009
Drezno 2009
Park Linowy 2009
Biskupin 2009
Spływ Piławą 2009
Castle Party 2009
Woodstock 2009
Karpacz 2008
NAJCZESCIEJ ODWIEDZANE
Katakumby Pod Paryżem
palicki.com
|
|